since i was born i started to decay [w oparach absurdu]
2006-10-04
ohhh, what did u expect?

skomentuj (1)

2006-06-19
[Pierwsza z cyklu zupełnie niechronologicznych notatek o braku honoru a zdrowych nogach.]

17.06. Kraków. Rynek Główny. Ogródek. Miły stolik wśród gwaru turystów przy mrożonej kawie i papierosach ja i Panna Isia nieznająca ciemnych stron rzeczywistości piętnastolatka.

Leniwie krążyłąm myślami wokół zeszłej soboty [dla łatwiejszej orientacji w nawiasach kwadratowych podawać będę daty 10.06]: no w sumie brzydki, bo brzydki, nudny bo nudny, ale jakby takiego zakręcić to...
Panna Isia wykrzyknęła conajmniej jakby jakąś Amerykę odkryła: i miałabyś darmowe wejściówki na kącerty!
Ja: i znajomości w szołbiznesie... Same plusy.

Sex sprzyja sukcesom w pracy. Drabina kariery ma cztery litery.





skomentuj (2)

2006-05-29
Sprzątająca ostrzega: amerykańskie seriale familijne szkodzą!

Scena pierwsza.

Moje urodzimy. Mam i ja. Kuchnia.
ja - Mamo, kocham cię! Dziękuję, że jesteś. Dzię...
ona - Idź pozmywaj!

Scena druga

Intymna sytuacja. Inny kuzyn i ja. Auto jego starych.
ja - Oohhh!
on - W przyszłym tygodniu przedstawię cię moim rodzicom.

skomentuj (2)

2006-05-16
13 dni do Pelnoletności

Po 3 latach Pani Matka zaczęła mnie ganiać o papierosy...

skomentuj (3)

2006-05-07
Ciemna noc. Ciemny las. Cisza.

Inny kuzyn ze strony Drugiej Babci trzymając czubek ostrego noża w moich ustach a druga reka naciskajac moją krtań - boisz sie?
ja - neeee

Nic w naturze nie ginie ino się przesuwa.

skomentuj (1)

2006-04-24
...no i Ta wyszla za Tego, przeprowadziła się Gdzieśtam, potem urodziła Owego i Ową by... Babcia zaciekle opowiadała losy swojej rodziny na dziesięć pokoleń wstecz nie przejmując się zanadto wywiadem z Arctic Monkeys na MTV2 ani też mymi orgazmicznymi krzykami spowodowanymi jąkającym się Alexem.
- Oh, no spójrz, Babciu, no spójrz jaką on ma czuprynkę! A jakie usteczka! Mru!
- No i ta właśnie mojej mamy siostra wyszła za Tego [my nazwiemy go Kowalskim] Kowalskiego i on...
Na moment odkleiłam oczy od telewizora i obtarłam rękawem zaślinioną brodę.
- Powtórz nazwisko!
- No, Kowalski, i on właśnie... odparła niezbyt zadowolona z przerywania Babcia
- I że gdzie oni mieszkają?
- No Tam. I on właśnie...
- Ojesu.
Zbladlam.
- Babcia, a jak daleko trzeba być spokrewnionym, żeby mieć zdrowe dzieci?

Onym zaginionym kuzynem oczywista sprawa jest Romeo z PKSu.

skomentuj (3)

2006-04-15
Czym się różni nensi boy od ulicznego żula?
Obaj ślinią się na twoj widok ale tylko ten drugi ma odwagę powiedzieć Ci to prosto w twarz.

Stoję na prawie pustym przystanku. Wokół mnie tlenione panny prowadzą ożywioną konwersację o okolicznych dyskotekach, a rodziny z dziećmi dyskutują na równie interesujące i arcyciekawe tematy.
Palę papierosa, słucham 'Personal Jesus'i kontempluję uliczne semafory. Czerwone - stop, żółte - włączamy sprzęgło, potem jedynkę, zielone - wolno zwalniamy sprzęgło jednocześnie delikatnie dodając gazu, gdy nagle w zasięgu mojego wzroku pojawiają się dwaj emo chłopcy. Czasami mówię o takich dwaj dziewczynki, czasem nensji boje, czasem po prostu chlopiątka. Rozpoznać takich nie jest trudno. Potargane grzywy, modne ubrania i nonszalanckie miny. Kokieteryjnie poprawiłam różową rękawiczkę, zsunęłam lekko okulary, by móc posłać w pełi czytelny sygnał - spojrzeć diabelsko, lekko oblizując wargi i zastygnąć w obojętnym, acz przychylnym uśmiechu Mona Lisy.
Dziewczynki uśmiechnęli się swymi ni to kobiecymi, ni męskimi, odrobinę dziecięcymi fizjonomiami, przeszli, by za śmietnikiem obrócić się na pięcie i powtórzyć teatrzyk raz jeszcze.
Zniknęli. Nie długo nacieszyłam się spokojem. Naraz nastała ciemnosc. Dość wysoki, żulowaty, ale trzeźwy żul zasłonił swym cielskiem całe światło. Spojrzałam się w górę sposobem jaki miałam zamiar wypróbować dopiero na Sądzie Ostatecznym.
- Jesteś piękną kobietą, pamiętaj - wymamrotał przez resztkę popsutych zebów.
Udałam, że nie zrobiło to na mnie zbytniego wrażenia, wiec pan zniechęcony brakiem oczekiwanej reakcji odszedł w siną dal.

Bo mój urok osobisty działa bardzo mocno. Tyle, że w bok.

Kilka tygodni temu.
Jakimś cudem, cała i zdrowa wężykiem dotarłam na przystanek. Przez stan upojenia nie byłam w stanie określić pory dnia, godziny a tym bardziej czasu odjazdu najbliższego autobusu. Oświetlałam bezsensownnie rozkład jazdy gdy promyk niebieskiego światła mojej komórki padł na bardzo ładną buzię.
- Pseprasam, a cy autiobus na Płowincjęu to jusz byu?
- Nie - odpowiedziało cudno słodkim głosem obnażając kompletne uzębienie.
'Mój przyszły mąż' pomyślałam zanim jeszcze trafił mnie piorun prosto z nieba. [historia Romea z przystanku zostanie zobrazowana i poddana dogłębnej analizie w jednym z kolejnych odcinków]
Wysiadając pod domem miałam jego numer telefonu i gadu gadu, a co więcej, nawet wiedziałam jakie chłopię nosi imię.
Tak spotykałam go kilkukrotnie w różnych dziwnych autobusach poddając osobnika nieudolnemu i nieustannemu kokietowaniu. Co nistety nie za bardzo mi wychodziło. Naraz robiłam się czerwona, mało wygadana przez zajęzanie plątka. Nie wyglądało to zbyt ponętnie i nie odnosiło jak się rozumie oczekiwanego skutku.
Któregoś dnia, kierowca autobusu, młody chłopak stwierdził, że w sumie może mnie do szkoły podwieżć. Pod samą szkołę. A że padało to czemu w sumie nie?
W drodze do szkoły skręcił w jakąś ciemną uliczkę. Zatrzymał wechikuł. No to tym razem już się nie uratuję. Żegnaj świecie!
A pan zamiast tasaka wyjął paczkę papierosów, podał mi zapalniczkę i zaczął opowiadac jak to ja bardzo mu w oko wpadłam...


skomentuj (1)

linki: * * * archiwum: 11 1o o9 o8 o7 o6 o5 o4 o3 o2 o1 '05/ 12 11 1o o9 o8 o7 o6 o5 o4 o3 o2 o1 '04/ 12 '03